Na dzisiejszych zdjęciach wyszłam już tak grubo, że postanowiłam odgrzebać coś z kwietnia. I jest,
różowa sukienka, która przy tych rozmiarach nóg zrobiła się zbyt krótka i sweter za którym można się schować. Oraz mój nabytek z wyprzedaży u blogerki - kosz, oczywiście różowy.
Dziś mam słaby dzień, wszystko spycha mnie w otchłań depresji. Taki dzień to też dzień idealny - idealny na porządki w szafie, porządki bez serca, wyrzucanie bez powrotów i odwrotów wszystkiego w co już się nie mieszczę i co już dawno wyrzucić powinnam. A tego z tygodnia na tydzień jest coraz więcej. Żarty się skończyły. Uszyte przeze mnie
ostatnio spódnice, także robią się za małe. Tak, nigdy przenigdy w normalnym stanie nie miałam takiej wagi, taka waga nie śniła mi się nawet w koszmarach. Ta waga to objaw zdrowienia, który poza objawianiem się w kondycji włosów, skóry i różnych organów wewnętrznych, objawia się też grubieniem dupy (tyłek to zbyt chude określenie).
Wszystko było by dobrze, gdyby grubienie przebiegało całościowo, równo. Zrobiła się ze mnie gruszka, którą nie wiem jak ubrać, nie mam w co ubrać, a rady z poradników słabo sprawdzają się w życiu realnym. Jeszcze trochę i przyzwyczaję się do tego faktu, sieciówkowe rozmiarówki dalej przekonują mnie o mym rozmiarze 36 max 38 ha ha ha jasne;) gratuluję wyobraźni ich twórcom. Przeżywam wewnętrzny szok, który mam zamiar zabić na rowerze, wagę też. Ach jeszcze jedno, oczywiście w ciąży nie jestem, każdy wytrawny widz wie, że w ciąży
tyję się inaczej. Tak po prostu chcę zgarnąć trochę gratulacji w ramach tytułu tego posta oraz sprawdzić kto nie dotrwał do jego końca. Z góry wybaczam, dawno tak wylewnie nie rozpisałam swych nieszczęśliwości.
Możecie mnie wesprzeć adresami blogów osób z biodrami szerszymi od reszty, czyli figur gruszek. Będę wdzięczna:):) W ramach popadania w jeszcze głębszą depresję pomierzyłam się swym dzielnym centymetrem. W łydkach dokładnie w połowie wysokości między kolanami a kostkami mam tyle samo ile jeszcze w listopadzie w pasie ups!!! Trzymajcie kciuki za me rowerowe wyprawy, dieta to rzecz nie dla mnie.
Zdjęcie z kwietnia:
sukienka/dress - second hand 1zł + DIY
sweter/sweater - second hand gift
kosz/bag - ok.30zł
buty/shoes - Wasak
pierścionek/ring - New Yorker